|
Archiwum
Zakładki:
Tagi
www.stomatologic.al www.psychologic.al www.aestheticic.al www.interraci.al www.icbc.gr www.birre.al www.verim.al Free counters |
wtorek, 27 marca 2012
niedziela, 25 marca 2012
Iloveyourmici blog zawija się z bloxa www.iloveyourmici.pl
Po kilkunastu miesiącach pisania na bloxie kupiłem domenę i idę na swoje. Mam dość amatorskiego serwisu, znikających wpisów, błędów i różnych czcionek w każdym wpisie. Przez półtora roku nic się zmieniło. Niezadowolonym polecam wordpressa. Cały dzień zajęło mi kopiowanie postów i jeszcze do końca tego nie opanowałem, ale widzę różnicę. Bardzo stabilny serwis. Po tych kilkunastu miesiącach pisania udało mi się zdobyć dość regularne 1000 wejść miesięcznie, wyjście z bloxa pewnie to zmieni. Flag counter pokazuje mi wejścia z 27 różnych państw. Jestem ciekaw kim jesteście i jak tu trafiliście. pozdrawiam Filip
piątek, 23 marca 2012
Czy zyjemy w kraju, w ktorym nikt sie nie stara?
Chyba pociagne juz caly tydzien na Koreanczykach. Przychodze rano do pracy i widze, ze cos nie gra. Rzeczy moich wspolpracownikow sa na miejscu, ale ich nie ma. Na ogol jestem pierwszy, a przynajmniej przed Bezowym. Wrocili po chwili ze sniadaniem. Kiedy ja zadowolony z wykonanej pracy wracalem wczoraj do domu oni stwierdzili, ze jeszcze musza po mnie poprawic i tak zostali do rana. Teraz jest po 20, a oni dalej pracuja. Nie spali cala noc. ja robie nadgodziny, oni robia mega nadgodziny. Nie wiem jak moga dalej stac na nogach. Przygladam sie temu jak pracuja i sie ucze. Robimy dalej inwentaryzacje starego obiektu. Gdzie u nas wykorzystuje sie 3 rozne linie, u nich 14 linii roznych grubosci i odcieni szarosci. Co chwile drukujemy co zrobilismy i szukamy niedorobek. Kazdy rysunek drukuje sie kilka-kilakadziesiat razy. Straszne marnotrastwo papieru wg mnie, ale oni mowia, ze jak sie nie wydrukuje to nie widac. Mialem zakomponowac na planszach zdjecia, zeby bylo pieknie. Wiec siedzialem godzine i komponowalem. Zmienili mi kilkanascie razy. Ciagle poprawki. Czcionka za duza, czcionka za mala. Przesun w dol, przesun w gore. W koncu im mowie, ze rozumiem ze ma byc pieknie, ale trzeba miec troche wyczucia w stosunku jakosci do poswieconego czemus czasu. Czy szef nie wolalby dostac tego wczoraj? Ich podejscie do pracy jest drastycznie inen niz Chinczykow. Chinczyk jak Polak (moze tylko ja?) woli byle szybko. Moze wynika to z obawy Koreanczykow przed kompromitacja? Nie wiem,ale jeszcze sie dowiem. Moze to droga do doskonalosci. Duzo moze. Zaraz powinnismy skonczyc. Koledzy sie ciesza, ale nie wiem z czego skoro poza praca nic nie maja. Jutro mamy sie spotkac na miejscu projektu zobaczyc obiekt, a potem idziemy sie bawic. Nie wiem jeszcze w co, ale pewnie na piwo. Zapowiadaja, ze to byl luzny tydzien, w przyszlym ma nastapic kataklizm. Poltora roku temu bylem w szoku jak wielkie projekty robia Chinczycy. Z czasem przestalo mi to imponowac. Dzis jako operujacy najlepszym angielskim tlumaczylem im warunki konkursu, w ktorym mamy startowac. To juz wyzsza polka. Glowna nagroda, czy moze raczej to co otrzyma biuro za kompletny projekt nowego kampusu: 36 mln yuanow, w przeliczeniu 18mln PLNow. To zrobilo na mnie wrazenie.
czwartek, 22 marca 2012
W koreańskiej firmie dzień czwarty
Godzina 20 i jestem w domu, ufff może to znaczy, że nie będę siedział codziennie do 23, chociaż Koreańczycy zostali. Może chcieli mi pokazać, że nie jest tak źle. Dalej się jaram. Chyba zostanę kolejnym wyznawcą naszego szefa. W biurze leży chyba 6 książek jego autorstwa, jedną pożyczyłem. Myślę, że znalazłem w końcu mistrza. Kolejne dowody na to, że Koreańczycy potrzebują lidera. Oto krótki cytat z książki o jego twórczości opisujący najczęściej publikowane portrety mistrza. "Pierwszy portret XX został zrobiony w 2002 roku z okazji otrzymania tytułu Artysty roku. XX był pierwszym i jedynym dotychczas wyróżnionym w ten sposób architektem. Zdjęcie to było publikowane na wystawach i w katalogach. Jest to jeden z ulubionych portretów XX. Drugie zdjęcie przedstawia go spacerującego po betonowej konstrukcji w pieknym górskim pejzażu. Był to grudzień '98 na wyjeździe studia na teneryfę. Zdjęcie zrobił YY, jego współpracownik na Uniwersytecie w Londynie, gdzie XX wykładał i pracował. (...) Trzy lata wcześniej opublikował "ZZ" książkę, która zawierała filozoficzne wywody na temat zasad architektury, które według niego miały wyprzedzić dokonania jego mistrza. Jednak to było dla XX za mało, dla niego był to moment kiedy należało ponownie przemyśleć własną architekturę." Nie nabijam się, chodzi tylko o porównanie zwyczajów obu Korei. Zamieńmy XX na Kim Jong Ila i mamy propagandową broszurkę z Korei Północnej.
środa, 21 marca 2012
Praca to moje życie
"Praca to moje życie" powiedział mi dziś Beżowy i zrozumiałem dlaczego poświęcamy na lancz i kolację tyle czasu. Wcześniej myślałem, że jakbyśmy wzięli na wynos albo zamówili pizze, to mielibyśmy tą godzinę więcej na pracę, może godzinę wcześniej wrócilibyśmy do domu. Teraz rozumiem, że oni poza praca nie mają swojego życia. Te chwile przerwy w pracy ze współpracownikami to całe życie towarzyskie. Obaj mieszkają w Pekinie sami, przyjechali w tym miesiącu i po powrocie do domu idą spać. Zapytałem się dziś co robią w wolnym czasie, który zdarza się rzadko. Powiedzieli, że śpią. Na moje opowieści o imprezach, spotkaniach ze znajomymi, wyjazdach za miasto odpowiedzieli, że zazdroszczą i chcieli by kiedyś pojechać z nami. Policzyłem sobie dziś, że pracując od 9 do 22 wychodzi nam jednak 13 godzin pracy dziennie, a nie 12, czyli 78 w tygodniu. Wychodzimy raczej o 22.30 niż 22 więc spokojnie wyjdą dwa etaty w tygodniu. Jest środa a ja mam już 40 godzin na koncie. Smieszne, że 13 godzin w tym biurze, gdzie wiem co robię leci jak godzina w chińskim, gdzie mogłem robić to na co miałem ochotę. Dalej mi się podoba. Strasznie polubiłem tych moich Koreańczyków. Nie mając prywatnego czasu prędzej czy później, chcąc niechcąc będziemy jak bracia. Do kolacji wypiliśmy dziś butelkę sodżu, koreańskiej wódki, która ma 20% procent i smakuje jak polska wódka w drinku z wodą. Dziś zastosowałem trik, powiedziałem, że jeśli wyjdę o 22, a nie o 22.30 to zdąże na metro i nie będą musieli mi oddawać za taksówkę. Podziałało i zabrakło mi dwóch minut, żebym był przed 23 w domu. Przez godzinę mogłem pogadać ze współlokatorami. Przynajmniej tymi, którzy jeszcze nie spali. Koreańczycy nauczyli się dziś mówić po polsku "walcz!" No przynajmniej mniej więcej. Tak zachęcają mnie, żebym się nie poddawał.
wtorek, 20 marca 2012
W koreańskiej firmie dzień drugi
Wygląda na to, że chwilowo, a może i na czas dłuższy blog zmieni orientacje z chińskiej na koreańską. Dołączając do nowego biura nieświadomie zrezygnowałem z prywatnego życia. Wróciłem z pracy ostatnim metrem, które nawet nie podjechało pod dom tylko zakończyło bieg o stację wcześniej. Teraz 7 godzin snu i lecę do biura. Dopiero co przyzwyczaiłem się do otaczających mnie chińskich kosmitów, a wokół pojawili się nowi, koreańscy. Przeszedłem dziś w ciągu dnia cztery fazy. Przyszedłem do biura zadowolony z tego w jakiej wspaniałej firmie pracuję. Po paru godzinach pracy nad inwentaryzacją zacząłem się irytować, że jak to ja, architekt mający na koncie ponad cztery lata doświadczenia w międzynarodowych firmach robię robotę stażystów. Czyżby się pomylili? Może nie zauważyli, że już na długo przed obroną pracowałem. Potem przyszedł wstyd gdy mój rówieśnik (będę go nazywał Beżowy, bo ubiera się na beżowo w odróżnieniu od team leadera, który preferuje kolor czarny), z jednym rokiem doświadczenia zaczął poprawiać moje rysunki z Autocada. Chłopak mnie miażdży na każdym polu. Zawsze uważałem się za mistrza kreślenia, teraz czuje się niedorozwinięty. Pierwszy raz widziałem żeby w widokach używać 7 różnych linii, żeby w 2D pokazać 3d. Skróty też zupełnie nieznane. Szef, który w międzyczasie zadzwonił powiedział, że rysunki mają być piękne bo inaczej nie będzie ich sprawdzał. Pycha zniknęła, zacząłem się zastanawiać czy moja, poważnie zredukowana w porównaniu z chińską, pensja nie jest i tak za duża. Wracając z biura postanowiłem jednak pojąć wyzwanie. Przecież tego szukałem po rozczarowaniu chińską firmą. Chciałem się uczyć, a tu czuję, że każda godzina jest cenna. Chłonę informacje jak gąbka, a jest ich mnóstwo. Nie ważne ile będę tu pracował, nawet jeśli wywalą mnie po miesiącu, wyjdę bogaty. Czas płynie jak szalony. Chcę odejść z tej firmy w momencie, kiedy będę czuł, że sobie poradziłem. W momencie kiedy dostanę pudełko wizytówek z logiem firmy i moim imieniem bedę czuł się dumny. Znalazłem cechę wspólną Koreańczyków z północy i z południa. Chyba mają jakąś wrodzoną potrzebę podążania za przywódcą. Gdy słyszałem idąc na lancz "te latarnie zaprojektował na szef", stojąc przy windzie "to jest styl naszego biura", a idąc przez atrium "to nasz firmowy wzór posadzki, musisz go opanować" miałem przed oczami przewodników z Korei Północnej opowiadającyh o dokonaniach Kim Jong Ila. Zacząłem się też z nich trochę nabijać. Próbuję im wytłumaczyć, że praca pracą, ale są jeszcze dziewczyny, imprezki i inne ważne rzeczy. Czarny ma 35 lat i chce się szybko ożenić. Mówię mu, że jak będzie miał żonę i będzie po dwanaście godzin pracował to żona znajdzie sobie nowego przyjaciela. Pytam się czy sobie w domu gotują koreańskie jedzenie, na co sam sobie odpowiadam, że oczywiście nic nie gotują bo ciągle siedzą w pracy. Jutro pełen zapału wracam do walki.
poniedziałek, 19 marca 2012
Z życia chińskiego architekta
Jest 12 w nocy. Właśnie wrociłem do domu po pierwszym dniu w nowej firmie. Firma jest koreańska i wygląda na to, że jest jedną z najlepszych firm po tej stronie globu. Świadczy o tym np. to, że budynek w którym pracujemy zaprojektowała nasza firma dla jednego z dwóch najbardziej znanych deweloperów w Chinach. Drugi z nich był dzisiaj u nas na spotkaniu. Na tym samym piętrze swoje bąbelki projektuje Zaha. Koreańczycy, którzy ze mną pracują czują sie tak spełnieni, że nie widzą innego miejsca gdzie mogli by pracować. Po 15 miesiącach tworzenia moich własnych 100 metrowych potworów o powierzchni do 100 tysięcy metrów kwadratowcyh dla chińskiej firmy, wylądowałem w porządnym studiu. Nigdy tego nie chciałem, zawsze uważałem, że jak ktoś jest dobry to będzie w każdej firmie tworzył coś pieknego. Jak się okazało, żeby coś tworzyć trzeba mieć wiedzę i doświadczenie. Chińska firma wypaliła mnie do cna. Teraz, po ponad roku wegetacji czeka mnie zapierdol. Wygląda na to, że będę pracował 6 dni w tygodniu do 22 co daje prawie podwójny etat. Koreańczycy mówią, że w Pekinie jest luźno, kończą tak wcześnie bo metro zamykają o 23, w Seulu metro jeździ do 1 w nocy więc kończą o północy. Na dzień dzisiejszy, dzień pierwszy, jestem zajarany. Czy tak samo będę się czuł w sobotę nie wiem. Chciałbym chociaż te pół roku do cv wyciągnąć.
piątek, 16 marca 2012
Przekój przez firmy architektoniczne działające na chińskim rynku
Po trzech tygodniach cierpień i katuszy udało mi się znaleźć nową pracę. Wysłałem koło setki cv. Mimo starań, żeby najgorsze dziadostwo odrzucić, po niektórych rozmowach opadały mi ręce. Jakość niektórych dużych chińskich firm stawiających pudełka w stylu europejskim przeraża nawet polskiego architekta. Z 14 interview jakie miałem zostały dwie dobre firmy. Od poniedziałku dołączę do koreańskiej, nowa filia w Pekinie. Obawiałem się już, że kolejna chińska firma w CV zamknie mi drzwi do dobrych pracowni na zawsze. Może w Polsce "made in Korea" to dalej synonim taniego samochodu, w azji to nowa Japonia, może dla Polaków coś jak Szwecja. Krótka charakterystyka firm, w których byłem: 1. Nowe biuro chińskie, w błyszczącym biurowcu na wielkim placu budowy. Na ścianie wisi tabliczka RIBA, która ma reprezentować ich angielskiego partnera. Od początku wszystko czuć wielkim kłamstwem. Portfolio, którego mają jedną sztukę na pierwszej stronie opowiada o ich ścisłej, partnerskiej współpracy z Fosterem i Koolhaasem. Nie wierzę, że chińscy klienci moga to łyknąć. W angielskiego partnera też nie wierzę, może robili kiedyś dla niego jakieś rysunki konstrukcyjne. Wstyd panowie. 2. Duża, znana wśród chińskich architektów firma. Znajomy nie poleca z powodu szefowej, która znęca się nad pracownikami. Mają kilka ambitnych wizualek, jednak na pierwszy rzut oka nawet Zaha by się zastanowiła, czy da się to zbudować. W kraju gdzie wspornik dłuższy niż 4 metry jest wyzwaniem chyba niemożliwe. 3. Mała niemiecka firma, zajmująca się sustainable design. Wydawała się obiecująca jednak się nie dogadaliśmy. 4. Duże chińskie biuro, które o dziwo czasami ma realizację. Pokój, w którym mam rozmowę ma w sobie coś kojącego, aż chce się tu pracować. Głównym atutem jest austriacki doświadczony project menager, z którym wymieniamy się chińskimi anegdotami. 5. Chińsko-niemieckie biuro, które wyrobiło juz sobie dobrą markę. Na interview dostaję się na siłę, niestety nie mają miejsca, albo poprostu mnie nie chcą. 6. Chińskie ambitne studio, mają juz za dużo obcokrajowców. Chyba 7 na 20 pracowników, szukają jakiegoś chińczyka, który zna przepisy. 7. Firma założona przez kanadyjczyka, który odszedł z wielkiej korporacji. Portfolio składa się głównie z projektów dawnego pracodawcy, których autorem był podobno szef nowej firmy. Ostrzega mnie juz na rozmowie, że to nie będzie studio, ale raczej fabryka. 8. Biuro, które co jest tu dość powszechną praktyką, nazywa się instytutem jednej z chińskich uczelni. Od razu po przekroczeniu progu chcę wyjść. Siedząc na rozmowie z trzema podejrzanymi mendżerami coś we mnie krzyczy "uciekaj"! Ich portfolio mnie rozbraja. Nie tylko nie da się zbudować, ale poziom prezentacji projektu jest mizerny. Opanujcie chociaż skeczapa! 9. Numer dziewięć był dość ciekawy. Firma czteroosobowa. W małym mieszkanku w bloku. W mailu napisali, że zajmują sie renowacją starych budynków. W głowie miałem hutongi, okazało się, że bloki z lat '50-'70. Państwo zdecydowało się, że nie można wszystkiego zastąpić nowym i rozpoczęło program renowacji starych budynków mieszkalnych. To co Niemcy robią od dawna, to co w Polsce robi sie jeszcze w dość koślawy sposób tu się dzieje. Może poziom jeszcze nie oszałamia, ale widać jak szybko się tu uczą. Ciekawe by było to, że nikt nie mówił po angielsku więc szybko bym się uczył, przed projektem przeprwadza się wywiad z mieszkańcami i powiedzieli, że nauczą mnie przepisów i ich kodu w rysunkach technicznych. Co nieciekawe? Zapytali ile jestem w stanie pracować non stop. Czy 3 tygodnie dam radę? Potem dostanę tydzień wolnego. 10. Studio należące do największego instytutu architektury w Chinach. Zanim pojawili sie biali, wszystkie najambitniejsze projekty państwowe należały do nich. Trafiam tu przypadkiem szukając innej firmy. Okazuje się, że jest to najsłyniejsze studio, najsłynniejszego instytutu. Nie potrzebują kolejnego białego. 11. Stacja jedenasta kiedy tracę już nadzieję. Największy chiński moloch architektoniczny. 4000 pracowników w kilkunastu współpracujących pod jednym szyldem grupach. Kolejna fabryka. Współpracowali przy projekcie ptasiego gniazda, ale jakoś wyleciało im z głowy kto był głównym projektantem. Wychodzę z opuszczoną głową i wlokę się po woli do domu. Nic tylko leżeć i beczeć. 12. Jest nadzieja. Małe chińskie studio, pełno makiet, młody zespół. Wzajemna miłość od pierwszego wejrzenia. Długo będę się zastanawiał czy dobrze zrobiłem przedkładając nad nich koreańską ofertę. Mają nawet kilka realizacji. Po pracy badmington i fitness. Najważniejsza jest rodzina i zdrowie. Trochę poetyckie projekty. Boję się tylko drugiej chińskiej firmy w cv. 13. Firma zajmująca się planowaniem miast. Szef był w 1990 roku na wymianie w Szczecinie. Jakiś program dla państw rozwijających się. Podobno wykładali ludzie z Zachodu. Pierwszy raz widze dobre master plany w Chinach, ale to nie dla mnie. 14. Ostatni dzień kiedy mam się zdecydować, ostatnie interview, na które się umówiłem tylko dla tego, że strona internetowa jest na zachodnim poziomie. Może nie tyle co strona, a projekty. Z koreańskim szefem świetnie mi się gada. Zupełnie inne porozumienie niz z Chińczykami. Nie czuć barier kulturowych. Przedstawiam mu jak się sprawy mają i już w domu, po szybkiej wymianie maili dochodzimy do porozumienia. Pieniądze nie rzucają na kolana, ale balans jakość/praca jest dobry. I mam 5 tygodni wakacji w sierpniu. Teraz tylko czy spełnię ich oczekiwania?
piątek, 09 marca 2012
Zaproszenie na rozmowę
Kampania poskutkowała, rano miałem już 70 odwiedzin na profilu i trzy zaproszenia na rozmowę. Tak wygląda oficjalne zaproszenie na rozmowę, napisane przez sekretarkę jednej z firm:
czwartek, 08 marca 2012
|